Poradnik
 Kursy kolonijne
 Inne
 Dodatki

 

V. Życie codzienne na kolonii

Biorąc pod swoją opiekę dzieci, zobowiązujemy się przez te dwadzieścia kilka dni zastąpić im rodziców. Znaczy to, że do zadań naszych należy nie tylko zorganizowanie im zajęcia i zapewnienie bezpieczeństwa, ale również troska o to, aby były czyste i najedzone, niczego nie pogubiły i nie płakały wieczorem do poduszki. My właśnie musimy codziennie dbać o to, aby dziecko było ubrane stosownie do pogody i rodzaju zajęć. My musimy wprowadzić w swojej grupie taki zwyczaj kończenia dnia (odpowiedni do wieku wychowanków), aby dzieci wieczorem zasypiały zrelaksowane i pogodne.
W tym rozdziale chcemy doradzić, jak pełnić niektóre funkcje opiekuńcze nad dziećmi w sposób jak najbardziej sprawny i efektywny i z możliwie ograniczoną liczbą związanych z tym kłopotów. O tym, aby tych kłopotów w ogóle uniknąć - nie ma mowy. Funkcje opiekuńcze i wychowawcze są sprawą czasochłonną i trudną, a przecież sprawować je trzeba. Wymagają od nas ponadto wszczepienia dzieciom nawyków i przyzwyczajeń z zakresu kultury życia codziennego, zwłaszcza wtedy, gdy zauważymy, że nie wyniosły ich z domu.
Zdarzy się zapewne tak, że w swojej grupie mieć będziemy kilkoro dzieci nieokrzesanych i zaniedbanych wychowawczo, nie przywykłych do wieczornego mycia zębów i nie umiejących posługiwać się widelcem i nożem. Znajdzie się też kilkoro dzieci przyzwyczajonych do tego, że w domu ktoś im usługuje i sprząta po nich. Te będą permanentnymi ofiarami bałaganu, który wokół siebie robią, wiecznymi poszukiwaczami zgubionych kąpielówek, itp. W młodszych grupach trafić się nam mogą dzieci całkowicie niesamodzielne. Problem dla nich będą stanowić wszystkie czynności higieniczne, ubieranie się, czesanie, itp. Kolonie są fantastyczną okazją, by nauczyć ich trochę samodzielności, ale nie stosujmy wobec nich terapii szokowej.
Na szczęście większość dzieci ma opanowane na przeciętnym poziomie nawyki higieny i porządku. Mimo to na koloniach będą chciały pozbyć się ich jak najszybciej, tak jak pozbyły się szkolnego tornistra. Bo wakacje - to wolność, co w ich rozumieniu oznacza także wolność np. od mycia zębów, itp. Bo wyrwały się z domu, gdzie mama na każdym kroku przypominała im o tym, o czym nareszcie można zapomnieć. Naszym zadaniem jest więc, nie popadając w przesadę i nie stosując nadmiernych rygorów, zapewnić przestrzeganie podstawowych norm kultury życia codziennego i nie dopuścić do tego, aby rodzice po odebraniu dzieci z kolonii patrzyli na nie z przerażeniem, a o nas myśleli jako o osobach niechlujnych, niedbałych.
Wiąże się to oczywiście z całą organizacją życia dziecka. Łatwo na przykład zauważyć, że najdziksze harce w jadalni i sypialni, połączone z wsadzaniem sąsiadowi palców do zupy, bitwami na poduszki, a nawet łamaniem krzeseł, zdarzają się w dni deszczowe. Dzieci, znudzone przebywaniem w budynku, znużone niedostatkiem ruchu wyładowują w ten sposób swoją energię. Znacznie łatwiej utrzymać jest dzieci w dyscyplinie, jeśli stworzy się im okazję do wykrzyczenia się, wybiegania w odpowiednich ku temu legalnych warunkach, np. na spacerze, boisku, podczas zajęć.

Sypialnia

Warunki lokalowe na koloniach zazwyczaj nie są najlepsze. Sypialnie bywają dość ciasne, rzadko kiedy dzieci mają dostateczną liczbę własnych szafek lub półek, rzeczy osobiste przechowują najczęściej w walizkach. Jednakże, jeśli sypialnie służą dzieciom tylko do spania i nie przesiaduje się w nich całymi dniami, nie jest to zbyt niewygodne - pod warunkiem, że zachowane zostaną pewne zasady dobrej organizacji. Zasady te powinny obowiązywać już od pierwszego dnia kolonii i musimy je wprowadzić, zanim w sypialniach zapanuje nieporządek.

Jeśli chodzi o dziecinną garderobę, trzeba raz lub kilka razy w tygodniu, zależnie od wieku dzieci w grupie, kontrolować jej stan. A więc sprawdzać, czy w walizkach i szafach jest względny porządek, czy brudna bielizna nie jest trzymana razem z czystą, czy nie zawieruszyły się wśród ubrań rzeczy wilgotne albo resztki pożywienia. Trzeba kontrolować także zawartość łóżek: czy pod materacem nie są przechowywane brudne skarpetki, a pod poduszką zgnieciona jagodzianka? Do obowiązków wychowawcy należy również dbanie o to, aby dzieci zmieniały odpowiednio często bieliznę, bowiem szczególnie wśród chłopców trafiają się tacy, którzy potrafią przez cały turnus używać jednego ręcznika lub chodzić w jednych majtkach, a potem z dumą pokazywać mamie walizkę pełną czystych ubrań.
Zalecamy także co jakiś czas urządzanie planowych zajęć, które będą na porządkowaniu garderoby, robieniu niezbędnych przepierek oraz przyszywaniu tego, co się urwało. Na niektórych koloniach rzeczy dzieci pierze się w pralkach, ale jeśli takiej możliwości nie ma na naszej kolonii, to nic nie szkodzi. Dzieci wykonają tę pracę z przyjemnością, jeśli nadamy jej odpowiednio atrakcyjną oprawę. Wszystkie bowiem czynności porządkowe mogą nabrać uroku, jeśli przy ich organizowaniu wykażemy nieco inwencji, powołując do życia jakieś pociągające i zabawne hasła, nadając honorowe tytuły i odznaki. Tego rodzaju pomysły chwytają zazwyczaj najlepiej w grupach młodszych.
W grupach starszych powinno być nieco mniej kłopotów ze sprawami porządkowymi. Kto chce mieć porządek, niech trzyma się rygorystycznie jednej praktycznej zasady: sprzątanie sali musi być ostatnią czynnością przed jej opuszczeniem. Dzieci bowiem potrafią bardzo starannie posprzątać, a potem w ciągu jednej minuty zarzucić całe pomieszczenie ubraniami, papierami itp., gdyż znacznie trudniej przychodzi im utrzymanie porządku niż samo sprzątanie. Toteż jeśli dzieci zakończą poranne porządki - zabieramy je jak najszybciej z sali. To samo róbmy po ciszy poobiedniej. W ciągu dnia zaś, jeśli wpadają na chwilę się przebrać, pilnujmy, aby zostawiły po sobie ład. Gdy z jakichś powodów dzieci muszą przebywać w ciągu dnia w salach - pogódźmy się z tym, że musi towarzyszyć temu pewien bałagan, niezależnie zresztą od rodzaju zajęć. Jeśli uda się nam wyrobić w nich przyzwyczajenie, że opuszczając sypialnię zostawiają w niej jako taki porządek - możemy być z siebie całkowicie zadowoleni.

Jak przeprowadzać kontrolę czystości i konkurs czystości? Przyznać trzeba, że w tej dziedzinie pokutuje wiele nie najlepszych, a czasem nawet całkowicie niewłaściwych zwyczajów. Oczywiście, często wiele zależy ad atmosfery, w jakiej kontrolę się przeprowadza, my jednak jesteśmy wrogami wszelkich "pilotów", to znaczy rozrzucania źle zasłanych łóżek, gdyż jest to niehigieniczne i poniżające. To samo dotyczy zabierania z sal różnych intymnych części garderoby, gdy leżą nie na swoim miejscu i zwracania ich właścicielom publicznie, w dodatku z jakimś upokarzającym komentarzem. Należy też przestrzegać intymności dziecinnych łóżek i szafek, a już bezwzględnie nie dopuszczać do tego, aby dzieci pod pretekstem "komisji czystości" grzebały w szafkach swych kolegów.
Inną niezmiernie ważną sprawą jest bardzo skrupulatne przestrzeganie rzetelności wszelkiej punktacji, a także ich jawności tak, aby nikt nie mógł mieć wątpliwości co do tego, czy są one sprawiedliwe. Dotyczy to zwłaszcza takich sytuacji, gdy w skład komisji współzawodnictwa wchodzą po kolei wychowawcy różnych grup. Współzawodnictwo rozpala wielkie namiętności. Niestety, namiętnościom tym ulegają w niektórych wypadkach nawet wychowawcy, którzy bardzo chcą, aby ich grupa zajęła jak najlepsze miejsce we współzawodnictwie. Jest to chęć całkowicie zrozumiała, ale nie można jej realizować za wszelką cenę. Pamiętajmy, że współzawodnictwo jest ważną i trudną szkołą społecznego współżycia. Toteż nigdy nie podważajmy wyroków komisji, a jeśli wydają się nam niesłuszne, poruszmy tę sprawę na radzie pedagogicznej. Należy przyzwyczaić też swoje dzieci do tego, że oceniając własną grupę nie będziemy stosować żadnej "ulgowej taryfy".

Łazienka

Następną sprawą, która wywołuje często niemało zdenerwowania, jest wieczorne mycie. Z jednej strony - ten zbiorowy obrządek wywołuje w dzieciach często nastrój radosnej euforii, którego konsekwencją są mniej lub bardziej niewinne "rozróbki" oraz przeciąganie mycia w nieskończoność. Z drugiej strony - rezultaty tego mycia często pozostawiają wiele do życzenia.
W wielu ośrodkach bywa tak, że urządzenia sanitarne przeciążone z powodu nadmiaru korzystających bardzo często się psują. Zepsute urządzenia sanitarne reperuje się raz czy drugi, a za którymś tam razem macha się ręką stwierdzając, że dzieci są pozbawione kultury, a na to nic nie można poradzić. Nie będziemy tu podawać ujemnych konsekwencji wychowawczych wynikających z takiej postawy. Stwierdzić natomiast trzeba, że można się bardzo łatwo nauczyć usuwać te uszkodzenia, a zarówno my sami, jak i starsze dzieci na koloniach z łatwością potrafią to zrobić. Wtedy wystarczy już tylko kilka razy na dzień zaglądać do pomieszczeń sanitarnych i w razie potrzeby natychmiast usuwać awarię.
Nieco komplikuje się sytuacja, gdy sanitariaty są w innym budynku. Pretekst wychodzenia "na siusiu" zwiększa okazję do nocnych eskapad i utrudnia wychowawcy kontrolę. Często zdarzają się wypadki przeziębień oraz moczenia nocnego u dzieci młodszych, które boją się wychodzenia po ciemku na dwór. W sytuacjach takich konieczne jest zwiększenie kontroli i włączenie okolic wc do rejonu sprawdzanego w czasie nocnych dyżurów. Dzieci, które moczą się, należy budzić i wyprowadzać przed samym zakończeniem wieczornego dyżuru około godz. 24.
Bardzo ważne jest utrzymanie czystości w pomieszczeniach sanitarnych i mobilizowanie dzieci do troszczenia się o zachowanie w nich porządku. Wielu wychowawców przesadza tu w jedną lub w drugą stronę. Albo uważają, że sprawa ustępów jest zbyt wstydliwa i przymykają na nią oczy, zwłaszcza jeśli sami mogą korzystać z czystej ubikacji dla personelu. Inni traktują szorowanie ustępów jako wyszukaną i poniżającą karę. Trzeba stwierdzić, że obie te postawy są naganne i dość starej daty. Najlepiej jest traktować sprawę normalnie i bez niedomówień. Nie pozwalać dzieciom na niekulturalne ekscesy, potępiać je ostro, w przypadku złośliwego zanieczyszczania ubikacji kazać ją posprzątać "winowajcy", sprzątanie takie traktować jednak jako zwykłą czynność porządkową. Zasadniczą sprawą jest przy tym niedopuszczenie, aby ubikacja została zanieczyszczona "po raz pierwszy". Korzystając z zalanego lub brudnego ustępu dzieci nie mają już żadnych skrupułów i zanieczyszczają go dalej. Jest rzeczą jasną, że ustęp musi być w takim stanie, aby na desce było można siadać, i że musi być w nim koniecznie papier toaletowy.
Rozpisujemy się na ten temat dosyć obszernie, ale wydaje nam się, że trzeba wreszcie wydać wojnę straszliwym kolonijnym i obozowym "latrynom". Ich stan jest przecież wskaźnikiem poziomu kultury naszego społeczeństwa.

Wróćmy jeszcze do samej strony organizacyjnej czynności higienicznych. W tym względzie radzimy przestrzegać następujących zasad: zanim wpuścisz dzieci pierwszy raz pod natryski, udaj się tam sam i naucz się je sprawnie obsługiwać. Młodszym dzieciom reguluj własnoręcznie kurki i nie pozwalaj ich dotykać, aby się nie poparzyły. Jeśli masz grupę młodszą, asystuj dzieciom przy myciu, a jeśli masz starszą, bądź w pobliżu. Pozwól dzieciom hałasować i umiarkowanie "wygłupiać się" przy myciu, jeśli nic nie stoi temu na przeszkodzie. Taką przeszkodą mogą być np. maluchy, które właśnie położyły się spać za ścianą. Nie pozwalaj jednak na zabawy związane z niebezpieczeństwem przewrócenia się na śliskiej podłodze, poparzenia itp. Zawrzyj z dziećmi "dżentelmeńską umowę" na temat kolejności i czasu mycia wieczornego. Wiedz o tym, że jeśli dzieci mają w perspektywie jeszcze jakąś przyjemność tego wieczoru np. czytanie czy opowiadanie bajek przez wychowawcę, zazwyczaj myją się dużo szybciej i sprawniej. Co jakiś czas kontroluj czystość osobistą i taktownie, lecz konsekwentnie pilnuj jej przestrzegania. W razie potrzeby zmobilizuj do pomocy pielęgniarkę lub lekarza.

Jadalnia

Kolejnym problemem życia codziennego na kolonii jest spożywanie posiłków. Utrzymanie względnego spokoju przy stole, zapobieganie grymasom lub rzucaniu się na jedzenie i podkradaniu kolegom lepszych kąsków, to niełatwy problem dla początkującego wychowawcy. Przyznać trzeba, że w tej dziedzinie dzieci ulegają często nie najlepszym tradycjom, wyniesionym np. ze szkolnej stołówki. Niejedno z dzieci także uważa, że porządnie i elegancko trzeba jeść tylko w domu, na koloniach zaś wszystko w tej dziedzinie jest dozwolone. Drugą plagą jest dość mocno zakorzenione wśród dzieci przekonanie, że narzekanie na ilość i jakość posiłków należy do dobrego tonu, świadczy bowiem o tym, że dziecko w domu rodzinnym odżywia się znacznie lepiej. Królują w tym zwłaszcza średnie i nieco starsze dziewczęta i jeśli nie przeciwdziałać ich popisom, potrafią doprowadzić przy stole do głupich demonstracji, polegających, np. na grupowym odmawianiu spożycia jakiegoś dania, odnoszeniu pełnych talerzy do kuchni i awantur z personelem kuchennym. Walcząc z tymi ekscesami należy pamiętać, że inicjują je zazwyczaj jednostki mające jakieś kompleksy na tle własnej sytuacji rodzinnej lub koleżeńskiej, że podyktowane są one najczęściej chęcią ściągnięcia na siebie uwagi i zaimponowania innym. Czasami winni są rodzice, którzy przed wyjazdem użalają się nad swymi pociechami, że na koloniach będą jadać same "obrzydlistwa". Trudno w tej sytuacji dziwić się dziecku, że narzeka na to, co widzi przed sobą na stole. Regułą niemal bez wyjątku jest to, że dzieci młodsze mające trudności w przystosowaniu się do kolonijnego życia, bardzo tęskniące za domem - mają gorszy apetyt. Ponadto dziecko, które w domu odżywiało się monotonnie i jednostajnie, także według wszelkiego prawdopodobieństwa będzie na, koloniach grymasić, gdy zetknie się z nie znanymi sobie potrawami. Dzieci bowiem, zwłaszcza młodsze, są wielkimi tradycjonalistami pod względem jedzenia. Zbiorowe "sceny" w jadalni bywają niekiedy przejawem znudzenia dzieci lub nadmiaru nie rozładowanej energii, a nawet po prostu chęci dokuczenia wychowawcy, jeśli grupa ma do niego pretensje. Toteż warto zawsze rozejrzeć się bacznie i zastanowić nad głębszymi przyczynami takiego zachowania i sprawy te rozwiązywać w zależności od konkretnej sytuacji, w jakiej występują.

Generalnie rzecz biorąc, trzeba przy stole nie bawiąc się oczywiście w jakieś specjalne "chińskie ceremonie" wprowadzić pewne zasady kulturalnego sposobu bycia. Dotyczy to mycia rąk przed posiłkiem, normalnego używania sztućców, nie podpierania się łokciami. Do jadalni należy wchodzić całą grupą, nie dopuszczać do spóźnień na posiłki, ani do wcześniejszego zajmowania miejsc przy stale. Dzieci, z wyjątkiem dyżurnych, nie powinny wstawać samowolnie od stołu podczas posiłku.
Jeśli chodzi o stosunek dzieci do pożywienia, trzeba tu przyjmować postawę zależną od aktualnej sytuacji. Jeśli jedno czy drugie dziecko nie zje od czasu do czasu nawet całego posiłku można tę sprawę zbagatelizować, bo ostatecznie nic wielkiego się nie stanie. Można także od razu na wstępie "umówić" się z dziećmi, że każdy ma prawo do "nielubienia" jednej potrawy, np. marchewki lub buraczków. Sposób ten skutkuje zwłaszcza w stosunku do dzieci młodszych. Po wybraniu znienawidzonego dania przestają grymasić przy innych potrawach. Jeśli natomiast mamy do czynienia z trwałym brakiem apetytu u któregoś z naszych wychowanków - należy oczywiście porozumieć się z lekarzem.
Wszelkie zbiorowe "psychozy głodowe" lub niechęć w stosunku do jakichś potraw należy traktować z humorem, bacząc przede wszystkim na to, aby dzieci nie widziały, że wyprowadza nas to z równowagi, bo wówczas zrobią sobie z tego łatwy sposób "grania nam na nerwach". Jeśli grupa po spożyciu posiłku oświadcza, że jest głodna, należy zorganizować "dokładkę", np. z chleba z marmoladą, lub ziemniaków z sosem, nie robiąc z tego wielkiej sprawy. Jeśli mówią, że nie chcą jeść - pozwolić im raz lub drugi na pozostawienie dania, nie dopuszczając jednakże do żadnych niekulturalnych demonstracji w stosunku do pracowników kuchni.
Najlepiej jednak rozwiązuje sytuację ten wychowawca, który zawczasu potrafi przewidzieć i opanować atmosferę przy stole, zwracając uwagę dzieci: w innym kierunku np. jakąś ciekawą opowieścią, rozmową o planowanych zajęciach lub w konkretnych sytuacjach, oderwaniem głównego "podżegacza" od posiłku i wysłaniem go na chwilę pod dowolnym pretekstem. Bardzo ważna w tej sprawie jest postawa samego wychowawcy. Nie powinien on z zasady w obecności dzieci narzekać na jedzenie, ani pozostawiać nietkniętego dania. Jednakże, jeśli jakaś potrawa rzeczywiście jest niesmaczna, przesolona czy przypalona - dbający o swój autorytet wychowawca nie będzie dzieciom wmawiał, że jest ona znakomita, lecz przyzna uczciwie, że się nie udała, z komentarzem, że może się to zdarzyć każdemu. Wszelkie jednak rozmowy na ten temat z personelem kuchennym czy kierownictwem należy odłożyć na później i nie prowadzić ich przy dzieciach.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której należy pamiętać. Jeśli dzieci mają jeść z apetytem, nie mogą one przed samym posiłkiem objadać się dodatkowym pożywieniem, np. kupowanym "na mieście".
Na wielu koloniach istnieje zwyczaj zostawiania w jadalni kosza z chlebem, masła i słoja z dżemem, aby każdy zgłodniały mógł się między posiłkami pożywić. Zwyczaj ten jest bardzo słuszny, pad warunkiem, że na godzinę przed posiłkiem odcinamy dzieciom dostęp do wszelkich wiktuałów. W przeciwnym razie wytwarza się błędne koło. Najedzonym dzieciom nie smakuje kolacja lub obiad i często cenne dania jarzynowe czy mięsne marnują się. Po jakimś czasie dzieci głodnieją, napełniają sobie "żołądki słodyczami lub "paszą objętościową" w rodzaju chleba z marmoladą, bułek tuż przed następnym posiłkiem i historia zaczyna się od nowa.

Na koniec uwaga, która chyba nie wymaga komentarza: jedzmy przy jednym stole z naszymi dziećmi!


<<  spis treści  >>