|
Brak jest jednoznacznej definicji określającej trudności wychowawcze, ale na ogół każdy intuicyjnie wyczuwa, jakie fakty można zaliczyć do tej
kategorii zjawisk. Zdajemy sobie sprawę, że wychowawca może w swej pracy
zetknąć się z problemami, na które od razu potrafi właściwie zareagować,
ale mogą zaistnieć takie, w których niełatwo będzie znaleźć odpowiednie
rozwiązanie. Występowanie trudności wychowawczych jest nieodzownym atrybutem
procesu wychowania, ponieważ nie ma możliwości, aby nigdy nie wystąpiła różnica
między tym, do czego dąży wychowawca, a tym, czego oczekuje wychowanek. Aby móc
odpowiednio zareagować na problem, musimy zdać sobie sprawę z jego
zaistnienia, rozpoznać jego przyczynę i znaleźć najlepsze rozwiązanie -
niestety w rzeczywistości nie jest to takie proste...
Dużą grupę stanowią trudności związane z utrzymaniem dyscypliny:
niewykonywanie poleceń, nieposłuszeństwo, oddalanie się od grupy, łamanie
nakazów i zakazów dawanych przez wychowawcę... Są to pozornie trudności
drobne, zaliczane do typu porządkowego, nie naruszające istotnych norm
moralnych, ale bardzo uciążliwe - zwłaszcza w pierwszym okresie życia
kolonijnego i szczególnie dla początkujących wychowawców.
Niestety zachowania takie dość łatwo poszerzają swój zasięg. Wychowanek
przeciwstawiający się poleceniom wychowawcy wzbudza często podziw grupy, czym
zachęca do takiej samej postawy innych. Dzieje się to przeważnie bez wyraźnego
powodu - po prostu z ciekawości, z chęci zobaczenia "co z tego będzie".
Poważny kłopot sprawia wychowawcy odmówienie przez dziecko udziału w zajęciach grupy zaplanowanych na daną część dnia. Zdarza się odmowa wprost, kiedy dziecko nie chce wykonać danej czynności, siada ostentacyjnie z boku i zachowaniem swym wyraża lekceważenie dla działań wykonywanych przez kolegów. Przy tym dziecko może uzasadniać swoją odmowę pierwszym lepszym powodem, o którym wszyscy wiedzą, że stanowi tylko pretekst. Zajęcia zostają zdezorganizowane, a wychowawca wytrącony z zaplanowanego rytmu postępowania. Sytuacja, w której cała grupa odmawia współpracy jest zapowiedzią konfliktu z wychowawcą. Rozwiązanie takiego problemu będzie bardzo trudne, nierzadko potrzebna będzie interwencja kierownictwa i nie zawsze kończy się to dobrze...
Przemoc wśród wychowanków, to bardzo poważny problem na kolonii. Nie da się uniknąć konfliktów między dziećmi, lecz w większości są one pokojowo rozwiązywane przez samych zainteresowanych lub z pomocą wychowawcy. Niestety część konfliktów kończy się bójkami i samosądami (np. przyjmującymi czasami formę osławionych "kocówek"). Niestety są one w warunkach kolonijnego życia częstym problemem, wymagającym czujności, a niejednokrotnie natychmiastowej interwencji wychowawcy. Zwłaszcza jeśli wiąże się z tym zjawisko terroryzowania słabszych przez silniejszych, którzy stosując przemoc fizyczną bądź psychiczną, urządzają sobie wygodnie życie.
Ujarzmianie słabszych nie zawsze odbywa się przy użyciu siły fizycznej. Trudniejszy do wykrycia, bo często nie mniej dokuczliwy dla wychowawcy, jest terror psychiczny panujący w grupie, kamuflowany pod pozorami, np. sprężystego sprawowania funkcji przez grupowego lub wykonywania ochoczo opiekuńczych czynności przez starsze kolonistki. W "akcji ucisku" może brać udział kilka osób działających wspólnie, ale fakt ten nie powinien nas mylić. Przy bliższym rozpatrzeniu sytuacji przeważnie udaje się nam odszukać jednostki, które odgrywają rolę przywódców. Wychowawca musi być bardzo wyczulony na zasygnalizowany tu problem, ponieważ łatwo ulega się pokusie niedostrzegania szkodliwości pewnych układów społecznych panujących w grupie, gdy są one dla nas pomocą w rozwiązywaniu spraw organizacyjno-porządkowych. Oczywiście jesteśmy jak najdalsi od wyłączania najaktywniejszych członków grupy z procesu formowania jej oblicza, ale stale (choć dyskretnie) to kontrolujmy.
Na kolonii nie można przejść obojętnie obok spraw związanych ze stosunkiem dzieci do własności prywatnej i społecznej, a więc zagadnień kradzieży, niszczenia mienia społecznego będącego własnością kolonii oraz gubienia i nie szanowania rzeczy osobistych przywiezionych z domu.
Kradzieże stanowią, bardzo nieprzyjemny akcent kolonijnego życia, niemniej w dużym, kilkunastoosobowym zbiorowisku dzieci trzeba się liczyć z możliwością ich wystąpienia. Przybierają one różny charakter. Najczęściej jest to podkradanie słodyczy, ale i przywłaszczanie sobie pieniędzy przechowywanych przez koleżankę lub kolegę w szafce nocnej lub pod poduszką. Czasami mamy też do czynienia z kradzieżą cenniejszych przedmiotów: np. zegarka, aparatu fotograficznego, odtwarzaczy, telefonów komórkowych itp.
Dużo wysiłku wychowawczego wymaga wyrobienie w dzieciach poszanowania dla własności społecznej. Łatwość, z jaką niszczą one sprzęt kolonijny, jest zaskakująca. Czasami przejawia się to w jawnym wandalizmie, którego nasilenie przypada najczęściej na koniec kolonii, w tzw. "zieloną noc". Najczęściej jednak jest to bezmyślne niszczenie w czasie rozhukanych zbaw lub po prostu z nudów. Niszczone są najczęściej drzwi, szafy, krany w łazience, ustępy itp. Panuje przy tym przekonanie, że jest to niczyje, więc "właściwie nic się nie stało". W czasie zabaw na boisku dzieci zostawiają byle gdzie sprzęt sportowy. Nie szanują także swoich osobistych rzeczy, nie dbają o nie, łatwo je gubią lub niszczą, później zaś rodzice zgłaszają swoje pretensje dotyczące zdekompletowania kolonijnego ekwipunku dzieci do wychowawcy.
Na kolonii styka się ze sobą bezpośrednio młodzież odmiennej płci. Sypialnie dziewcząt i sypialnie chłopców znajdują się blisko siebie, często w tym samym budynku lub korytarzu. Tajemniczy półmrok lasu za oknem zachęca do wieczornego spaceru "we dwoje". Wiele elementów zawartych we współczesnej kulturze sprawia, że problemy seksualne występują u dzisiejszych nastolatków wcześniej i przybierają ostrzejszą postać, niż to miało miejsce w pokoleniach poprzednich.
Trudności wychowawcze z tym związane należy rozważać w dwóch aspektach. Istnieją tendencje, żeby wszelkie kontakty między dorastającymi dziewczętami i chłopcami interpretować jednoznacznie w kategorii przeżyć erotycznych, a nawet seksualnych. Powodem takiej interpretacji stał się zapewne jeden lub drugi sporadyczny przypadek, będący wprawdzie sam przez się problemem pedagogicznym, ale zupełnie niepotrzebnie uogólniany. Wnioski stąd płynące rozciągane są na całą młodzież, wytwarza się niezdrowa atmosfera wychowawcza, która wręcz prowokuje młodzież do zachowywania się w sposób niewłaściwy. Druga sprawa, na którą warto zwrócić uwagę, to ogromne zwulgaryzowanie kontaktów międzyludzkich uderzająco nieprzyjemne wówczas, gdy wchodzi w grę rodzące się uczucie między młodymi ludźmi. Jest to oczywiście naturalna konsekwencja braku kultury uczuć w środowisku dorosłych - nie zmniejsza to jednak ostrości problemu.
Trudności wychowawcze z dziedziny seksualnej nie są związane tylko z kontaktami między młodzieżą odmiennej płci. W warunkach kolonijnych możemy mieć do czynienia z występowaniem zbiorowego samogwałtu, a nawet z molestowaniem seksualnym. Najczęściej natomiast, możemy zetknąć się z kolportowaniem pornograficznych pism, rysunków, obrazków, wierszyków i piosenek podsycających w niewłaściwy sposób zainteresowania dzieci zagadnieniami seksu i płci.
W dzisiejszych czasach bardzo częstymi, choć nie zawsze występujące w formie ostrych spięć, są problemy związane z paleniem papierosów przez młodzież i piciem alkoholu.
Trudno jest zmusić nałogowego palacza do rzucenia nałogu, ale powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby uchronić tych, dla których pierwszy papieros otrzymany od kolegi na koloniach, może się stać początkiem nałogu. Zarówno nasza ostra walka z palaczami, jak i ignorowanie problemu, skazane są niestety zawsze na porażkę. Wiemy to my - wiedzą to i oni.
Podobnie jak papierosy, alkohol kojarzony jest przez nastolatków z dorosłością i dobrą zabawą. Niestety - młodzież na kolonii pije! Inwencja twórcza w tym kierunku potrafi zadziwić nawet doświadczonego wychowawcę. Rzadko zdarza się, żeby dzieciak "upił się" nam "na mieście". Wyjście na miasto jest przeważnie okazją do zaopatrzenia się w trunki, które są następnie przemycane na teren kolonii. Z przyczyn ekonomicznych młodzież kupuje najczęściej piwo i tanie wino, ale nie powinien nasz też zdziwić zakup zakup bardziej mocnego alkoholu. Nie sądźmy, że dzieciaki staną na zbiórce z butelkami w plecaku. Często "towar" czeka ukryty w krzakach lub już został przeniesiony na teren kolonii. Nieraz alkohol przechowywany jest cały dzień "u zaprzyjaźnionej grupy", a imprezka zaczyna się dopiero wieczorem w pokojach, po zgaszeniu świateł. Przed dyskoteką alkohol można zmieszać z napojami gazowanymi, a kolorową "oranżadę" pić można nawet w obecności wychowawcy, nie wzbudzając przy tym żadnych podejrzeń.
Pamiętajmy, że dzieci różnie reagują nawet na małe dawki alkoholu. Pijany nastolatek powinien być dla nas nie tylko problemem wychowawczym, ale przede wszystkim sytuacją, w której następuje bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia dziecka. Konieczne staje się więc zgłoszenie takiej sytuacji zarówno lekarzowi kolonijnemu, jak i kierownictwu. Wszelkie rozmowy z delikwentem należy odłożyć na później, kiedy ów osobnik będzie w stanie zrozumieć co zrobił. Nieodzowne wychowawczo staje się również wyciągnięcie odpowiednich konsekwencji np. przez kierownika kolonii.
Stara maksyma głosi, że lepiej zapobiegać chorobie niż ją leczyć. Po to, by móc skutecznie przeciwdziałać problemom, trzeba zrozumieć przyczyny ich powstawania.
Pierwsza grupa czynników wpływających na pojawianie się kłopotów wynika z obiektywnych warunków kolonijnego życia. Dzieci zdają sobie sprawę z tymczasowości sytuacji, rozumieją, że konsekwencje ich czynów bardzo rzadko przeciągają się poza okres kolonijnego turnusu. Wytwarza to czasami atmosferę bezkarności, zwłaszcza że płynność kadry wychowawczej na kolonii prawie gwarantuje, że za rok nie spotka się nikogo ze znanych wychowawców, który będzie pamiętał, co dany delikwent nabroił rok wcześniej.
Wiele trudności wynika z warunków lokalowych i terenowych w obiekcie kolonijnym. Rozdzielenie grupy na kilka pokoi sypialnych, że stwarza lepsze warunki wypoczynku, ale utrudnia możliwość skutecznej kontroli w niektórych momentach, zwłaszcza w czasie ciszy nocnej. Nieodpowiednie lub ciasne pomieszczenie świetlicowe ogromnie komplikuje życie kolonii zwłaszcza przy niepogodzie, podobnie jak brak w obiekcie terenów dostosowanych do zabaw dziecięcych i gier sportowych.
Głównym powodem wielu trudności jest mało atrakcyjny program zajęć na kolonii. Dzieci znudzone, nie zainteresowane zajęciami proponowanymi przez wychowawcę, poszukują innych możliwości spędzenia czasu, wyłamują się z regulaminowych i programowych ustaleń oraz wywołują różne ekscesy, ożywiające monotonny przebieg dnia. Dzieje się tak najczęściej wtedy, kiedy zajęcia kolonijne przybierają charakter za bardzo "szkolny". Nudne mogą także być zajęcia powtarzane zbyt często, nawet jeśli początkowo budziły entuzjazm grupy.
Sprawa atrakcyjnego programu zajęć nie zawsze jest łatwa do rozwiązania. Możemy mieć w grupie dzieci o różnych zainteresowaniach, zamiłowaniach i usposobieniu. Opracowanie programu, który zaspokoiłby je w jednakowym stopniu, jest niemal niemożliwe. Część dzieci jest na kolonii w danej miejscowości nie po raz pierwszy (ma to najczęściej miejsce w przypadku kolonii organizowanych przez zakład pracy w stałym obiekcie), znane im są wobec tego doskonale trasy pobliskich wycieczek i corocznie zwiedzane zabytki. Co gorsze, w takiej sytuacji łatwo rozpowszechnia się w grupie sąd, że ta wycieczka to "nic ciekawego", "nie warto się męczyć" i wychowawca musi wykazać wiele inwencji, żeby cała grupa wsiadła do autokaru.
Nie tylko obiektywne warunki, kształtujące życie na kolonii, mogą stanowić źródło pojawiających się trudności wychowawczych. Przyczyny trudności niejednokrotnie tkwią w samym dziecku. Pierwsza sprawa, o której należy wspomnieć, to konieczność wzięcia pod uwagę złego stanu fizycznego: choroby lub upośledzenia jako przyczyny wielu trudności wychowawczych. Są one różnego charakteru, dotyczą zarówno jednego dziecka, jak i całej grupy, w której znajduje się chore dziecko. Jeśli dziecko nagle staje się nieznośne, rozgrymaszone, uparte, zaczyna przeciwstawiać się poleceniom i bez powodu sprzeczać z kolegami, pierwszą naszą myślą powinno być pytanie, czy nie kryje się za tym początek jakiejś choroby. Termometr i pomoc lekarza załatwiają nam wtedy problemy pozornie nie wiele mające wspólnego z medycyną. Oczywiście dziecko chore, leżące w łóżku choćby przez kilka dni, to także ważne zagadnienie wychowawcze. Nawet wtedy, kiedy zostaje ono przeniesione do izolatki, nie przestaje być członkiem grupy, wymaga naszego zainteresowania, troski, musi mieć poczucie, że jego choroba nie przerwała kontaktu z zespołem, że wychowawca i koledzy zajmują się nim i czekają na jego powrót do normalnych zajęć.
Przy analizie występujących trudności wychowawczych trzeba się liczyć z faktem dość powszechnego znerwicowania współczesnych dzieci. Powoduje ono pod wpływem większego napięcia psychicznego reakcje u dzieci dla nich samych nie zawsze wytłumaczalne, np. w postaci gwałtownego śmiechu bez powodu, nadruchliwości, nawet ucieczek, a w każdym razie przewrażliwienia i silnej reakcji na wszelkiego typu bodźce działające z zewnątrz. Zarówno dziecko z natury bierne, jak i dziecko odznaczające się aktywnością może być źródłem trudności wychowawczych. Aktywność dziecka powoduje trudności bardziej widoczne, w sposób doraźny dotkliwe dla wychowawcy. Ona to często jest przyczyną nie przemyślanych wyczynów dezorganizujących życie całej grupy, akcji, których celowość po bardzo krótkim czasie dla jej uczestników staje się także bardzo wątpliwa. Ale także trzeba zwrócić uwagę na bierność dzieci - ona to może utrudnić zintegrowanie całej grupy wokół określonych zadań. Dzieci nie przejawiające inicjatywy, unikające uczestniczenia w przewidzianych programem czynnościach łatwo zostają odsunięte na bok przez aktywniejszych kolegów, przyjmują wtedy pozycje obserwatorów, co oczywiście na zasadzie błędnego koła pogłębia postawę bierności.
Wiele trudności wychowawczych może wynikać stąd, że dzieci nie wiedzą, jak należy postępować i zachowywać się w określonych sytuacjach lub nie rozumieją uzasadnienia takich, a nie innych norm postępowania. Jest dla nich niejasne, dlaczego nie należy bezmyślnie łamać gałęzi i niszczyć roślin. Po prostu nie zdają sobie sprawy, że zwierzę, którym się bawią, może odczuwać ból, nie mają poczucia niebezpieczeństwa kąpiąc się w niedozwolonym miejscu, zaskakuje je uwaga, że określone zachowanie lub sposób mówienia jest po prostu niekulturalny i wyraża brak szacunku. Przyczyn takiego, a nie innego zachowania, sposobu bycia, stosunku do pewnych spraw trzeba się doszukiwać w środowisku rodzinnym dzieci i panujących tam zwyczajach oraz jego poziomie kulturalnym. Duże znaczenie ma również pozycja dziecka w rodzinie, np. jedynak napotyka często większe trudności w zaadaptowaniu się do życia zespołowego, nie umie współżyć z grupą i angażować się we wspólne zadania. Dziecko najmłodsze z kilkorga rodzeństwa jest często przyzwyczajone do tego, że wszyscy, mu ustępują, najstarsze bywa zmęczone młodszym rodzeństwem i w warunkach kolonijnych łatwo może niecierpliwić się z powodu nieodpowiedniego zachowania młodszych. Nawyki wyniesione z domu lub przeciwnie, brak jakichś przyzwyczajeń, stanowią często wytłumaczenie trudnych sytuacji wychowawczych i dopiero głębsza analiza warunków, w jakich dziecko wychowuje się w ciągu całego roku, pozwala zrozumieć niektóre problemy zaostrzające się podczas miesiąca wakacji.
Przyczyny trudności wychowawczych tkwią czasami w samym wychowawcy. Najlepszym dowodem słuszności takiej tezy jest łatwy do zaobserwowania fakt powtarzalności pewnego typu trudności wychowawczych u tego samego wychowawcy. Znaczy to, że powstawanie trudności jest warunkowane właściwościami psychologicznymi wychowującego, a nie tylko czynnikami od niego niezależnymi. Zbyt słabe lub może zbyt silne, w stosunku do zaistniałej sytuacji, reagowanie na zachowanie dzieci może powodować powstawanie konfliktów. Jeszcze gorzej jest, jeśli wychowawca reaguje na problemy wychowawcze w sposób niejednakowy - analogiczne wydarzenie, które jeszcze wczoraj zostało przez niego potraktowane jako nic nie znaczący incydent, dziś staje się powodem "gigantycznej" awantury. Zachowanie jednego dziecka spotkało się z surową naganą potępiającą jego postępek, inne dziecko, chociaż zrobiło zupełnie to samo, było potraktowane o wiele łagodniej. Nic dziwnego, że dzieci przestają się liczyć z opiniami formułowanymi przez takiego wychowawcę i są zdezorientowane co do rzeczywistego znaczenia ustalonych norm. Mają ponadto poczucie destabilizacji i wyrabiają w sobie przekonanie względności głoszonych przez wychowawcę zasad. Także wiele szkody może przynieść zbyt powierzchowna interpretacja sytuacji wychowawczych, postaw i motywów postępowania młodzieży. Jeśli wychowawca bierze pod uwagę wyłącznie zewnętrzne objawy jako najbardziej dla siebie kłopotliwe i na tej podstawie formułuje swoje oceny, naraża się na słuszny zarzut, że nie zadaje sobie trudu, aby poznać młodzież, z którą pracuje, i niełatwo znajdzie z nią wspólną płaszczyznę porozumienia.
Mówiliśmy, że jedną z głównych przyczyn powstawania trudności wychowawczych jest nieinteresujący program zajęć. Czy można uznać, że jakiś wychowawca po prostu nie potrafi tak zorganizować zajęć grupy, aby stały się one atrakcyjne dla uczestników? Wydaje się, że takie stwierdzenie byłoby szukaniem łatwych usprawiedliwień. Oczywiście, wychowawca pozbawiony słuchu muzycznego nie poprowadzi dobrze śpiewu w swojej grupie, a odznaczający się słabą kondycją fizyczną - będzie raczej mniej zaangażowany w zajęcia ruchowe, zalecając prowadzenie ich komuś z wysportowanych uczestników.
Na zakończenie trzeba także przypomnieć, że każdy wychowawca ma swoje "lepsze" i "gorsze" dni. Właśnie w czasie tych "gorszych" dni musi być specjalnie czujny i uważny, gdyż wtedy popełnia więcej niż zwykle pomyłek wychowawczych. Podczas niedyspozycji fizycznej lub psychicznej unikajmy konfliktów z wychowankami, odkładajmy na później, jeśli się tylko da, decydujące osądzanie spraw spornych, ponieważ może się zdarzyć, że nie będziemy potrafili zdobyć się na obiektywność. Jeśli pewnych sytuacji odłożyć się nie da - ponieważ wychowanie jest procesem, którego nie można zatrzymać - rozstrzygajmy sprawy z jeszcze większą ostrożnością niż zwykle, przyjmując obowiązującą także i w "dorosłym" prawodawstwie zasadę, że sytuacje wątpliwe świadczą na korzyść oskarżonego.
Co robić? Jedną prawdę trzeba sobie jasno uświadomić - żadne zalecenia nie mogą mieć charakteru bezwzględnie skutecznej recepty. Nasze działania muszą się opierać na ocenie danej sytuacji, jej wszelkich okoliczności i znajomości dziecka, które sprawia nam kłopoty. Nie jest to łatwe, dlatego na zakończenie omawiania problemu trudności wychowawczych postaramy się wskazać kilka sposobów, które mogą ułatwić wychowawcy konkretne rozwiązania.
Pierwsza sprawa to przypomnienie, że łatwiej jest trudnościom zapobiegać, niż je usuwać. Należy więc działać na przyczyny, które mogą trudności wychowawcze spowodować. Dobra organizacja czynności trudnych, nie lubianych przez dzieci zmniejszy na pewno sprzeciw grupy przy ich realizowaniu.
Wprowadzanie interesującego programu zajęć skutecznie przeciwdziała tendencji dzieci do poszukiwania na własną rękę nie zawsze najlepszych sposobów zapełnienia nudnego dnia.
Wczesne wykrycie faktu, że któryś z uczestników kolonii może stać się źródłem konfliktów w grupie, pomoże nam tak "ustawić" go w życiu społecznym kolonii, aby do tych konfliktów było jak najmniej okazji.
Znajomość stanu zdrowia i sytuacji rodzinnej wychowanków pozwoli zmniejszyć trudności adaptacyjne i przekazać dzieciom niezbędne informacje lub wiadomości, które ułatwią zrozumienie obowiązujących na kolonii norm postępowania. Skłonienie dzieci, aby prywatne pieniądze przechowywały tylko u wychowawcy, usunie prawie całkowicie problem kradzieży.
O wiele skuteczniejsza jest zawsze profilaktyka pozytywna niż negatywna. Stosowanie zbyt wielu zakazów lub gróźb określających, jakie sankcje grożą w przypadku nieprzestrzegania naszych zaleceń, powoduje najczęściej skutek odwrotny, zwłaszcza wśród dorastających dziewcząt i chłopców. Będą oni wyłamywać się z zakreślonych ram kolonijnego życia - choćby "dla sportu", aby nam pokazać, że nie tak łatwo dadzą się ujarzmić.
Pewnych trudności nie da się jednak uniknąć i wychowawca często staje wobec sytuacji, w stosunku do której musi zająć określone stanowisko. Pierwsza sprawa - to ocena rozmiaru trudności. Wychowawca przed podjęciem decyzji o sposobie reakcji musi tej oceny błyskawicznie i czasami intuicyjnie dokonać. Wchodzi tu w grę kwalifikacja moralna wydarzenia, przypuszczalne jego przyczyny i ewentualne skutki. Czasami wydarzenie pozornie większego kalibru jest wychowawczo mniejszej wagi niż sprawa, która umknęła uwagi ogółu kolonii.
Wiele spraw powinniśmy traktować w sposób naturalny. Niech nas nie dziwi, że 13,14-letni chłopcy i dziewczęta zaczynają się sobą nawzajem interesować - potraktujemy to w sposób naturalny i oczywisty, nie wyolbrzymiajmy problemów sztuczną sensacyjnością, natomiast stwórzmy warunki dla kulturalnego kształtowania się tych kontaktów. Pamiętajmy też, że nasze własne poczucie humoru pozwoli nam wiele sytuacji wychowawczych widzieć we właściwych proporcjach.
Stwórzmy także okazję dorastającej młodzieży do uzyskania rzetelnych, poważnie potraktowanych wiadomości na temat rozwoju człowieka i problemów seksualnych. Ukażmy te sprawy nie tylko w kategoriach biologicznych, ale także społecznych i estetycznych. Jeśli nie czujemy się kompetentni, poprośmy o pomoc lekarza kolonijnego.
Zawsze jednak musimy reagować zdecydowanie i ostro, nawet jeśli czyn popełniony przez dziecko nie jest czymś samym w sobie złym, ale wchodzi w grę zagrożenie życia. Np. kąpiel w morzu lub w jeziorze bez dozoru i w czasie samowolnie wybranym, nie jest faktem, którego nie bylibyśmy w stanie zrozumieć - groźba utonięcia jest jednak w tym przypadku tak poważna, że nasza reakcja musi być bardzo ostra, ucinająca tego typu ekscesy raz na zawsze. Inna rzecz, że powinniśmy zrobić własny rachunek sumienia: czy uczyniliśmy wszystko, aby dzieci mogły w wystarczającym stopniu, w sposób "legalny", kąpać się i uczyć pływania?
Czy kara jest właściwą reakcją na trudności wychowawcze? Powiedzmy sobie otwarcie: kara jest wyrazem społecznego potępienia danego czynu, czasami może spełnić rolę odstraszającą, ale rzadko kiedy rozwiązuje trudności wychowawcze. System kar na kolonii może się opierać na dwóch ich rodzajach: pewnej umowie, że dana sytuacja stanowi karę oraz karach właściwych, dot. utraty przywilejów, wprowadzeniu pewnych zakazów lub wyciągnięciu konsekwencji. Umowną karą może być np. nagana przed frontem grupy. Jako kary traktuje się również pozbawianie pewnej przyjemności: np. nie umiesz się kulturalnie zachowywać - nie pójdziesz na dyskotekę, źle się zachowujecie w sypialni - znosi się starszej grupie przywilej późniejszego chodzenia spać. Kary muszą być jednakowo traktowane przez obie strony, tak przez wychowawcę, jak i przez dzieci - inaczej stają się śmieszne i nie spełniają swego zadania. Może się zdarzyć, że starsza grupa, którą w trybie sankcji karnej położymy wcześniej spać będzie tak rozrabiać po zgaszeniu światła, że sami postaramy się jak najszybciej przywrócić poprzedni stan rzeczy.
Czy to znaczy, że wychowawca nie ma możliwości posługiwania się karą w wychowywaniu? Byłoby to stanowisko chyba zbyt krańcowe. Wychowawca, cieszący się autorytetem w grupie, może stosować kary jednego i drugiego typu. Wyrażona przez niego publicznie nagana, zwłaszcza jeśli zgodna jest z opinią innych wychowanków, na pewno spełni swoją rolę, sporadyczne pozbawienie lubianych zajęć nauczy jeszcze bardziej je cenić. Czasami 10 minut szybkiej musztry traktowanej nie jako kara, ale właśnie jako "zabieg orzeźwiający" ułatwi grupie opamiętanie się i wzięcie w karby.
Weźmy sobie do serca też fakt, że tam gdzie wychowawca nie poprzestał tylko na formalnych stosunkach z grupą i nawiązał z wychowankami także więź uczuciową, grupa postara się sprawiać mu jak najmniej kłopotów. W takich przypadkach szczere stwierdzenie wychowawcy, że dane zachowanie sprawiło mu wielką przykrość, może być dla wychowanków najgorszą z kar.
Do kar przynoszących zamiast pożytku wychowawczą szkodę należy karanie pracą. Praca, bez względu na jej charakter, nie może być traktowana jako poniżenie.
Należy się liczyć z faktem wzrastającego poczucia bezkarności u młodzieży, zwłaszcza tej, która sprawia najwięcej trudności. Trzeba znaleźć bardzo rozsądną drogę porozumienia się z tą kategorią wychowanków, przełamując wprawdzie przekonanie o społecznej bezsilności wobec ich postaw i zachowania, ale nie opierając się wyłącznie na wzmocnionym systemie kar. Trzeba przy tym pamiętać, że stosowanie kar fizycznych jest nie tylko wykroczeniem karanym prawnie, ale także kompromitacją wychowawcy. Dla bardzo poważnych przewinień zarezerwowane są kary szczególne. Telefon czy list skierowany do domu lub w ostateczności do szkoły czy zakładu pracy rodziców może stanowić sankcję stosowaną po porozumieniu z kierownictwem kolonii lub nawet radą pedagogiczną. Lepiej jednak unikać psucia dziecku opinii w szkole nawet w przypadkach bardzo karygodnego zachowania kolonisty. Problem, który pojawia się dosyć często, jest zawarty w pytaniu: czy wychowanka w trybie karnym można usunąć z kolonii? Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Czasami jest to jedyne wyjście, ale trzeba je traktować jako ostateczne, rozumiejąc, że stanowi ono właściwie naszą rezygnację z dalszego oddziaływania wychowawczego na dziecko. Usunięcie z kolonii jest karą najwyższą, stosowaną na wniosek rady pedagogicznej niezmiernie rzadko i przeważnie po konsultacjach z organizatorem i rodzicami dziecka. Kara ta jest wynikiem poczucia naszej bezsilności wobec zaistniałego problemu np. narkotyków, czy skrajnych przypadków przemocy.
Przy rozwiązywaniu problemów wychowawca powinien znać wychowanków - jest to podstawowy warunek powodzenia jego działań. Trzeba także pamiętać, że wychowanie powinno być właściwie kierowanym procesem samowychowania. Zasada ta obowiązuje także przy rozwiązywaniu trudności wychowawczych. Dużą krótkowzrocznością jest opinia, że wychowawca zdoła cokolwiek zdziałać na dłuższą metę sam, bez współudziału młodzieży. Jego zadaniem jest młodzieży pomóc, ale jeśli wpływ wychowawcy ma trwać dłużej niż okres wychowawczego kontaktu, musimy się postarać, aby nasi wychowankowie zrozumieli, na czym nam zależy w wychowawczej działalności i potraktowali ją jako swój własny, dobrze zrozumiany interes. Nie znaczy to oczywiście, że w pewnych sytuacjach wychowawca nie powinien podjąć stanowczej decyzji, a nawet narzucić, zwłaszcza grupom młodszym i w początkowym okresie pracy, własnej wizji działania. W niektórych sytuacjach trzeba umieć powiedzieć zdecydowanie "nie" lub "tak" i tego stanowiska się trzymać. Jednak opieranie się wyłącznie na autokratycznym sposobie kierowania grupą nie ułatwi wbrew pozorom rozwiązywania sytuacji kłopotliwych wychowawczo, a przeciwnie, często może się przyczynić do powstawania nowych konfliktów.
Na zakończenie sformułujmy jedną radę. Wychowawca musi w sposób świadomy wypracować sobie własny styl rozwiązywania trudności wychowawczych, najlepiej pasujący do jego temperamentu. Żadne, nawet najlepsze wzory postępowania wychowawczego nie zastąpią własnej inicjatywy i wyobraźni oraz nieustannego analizowania własnych i cudzych doświadczeń wychowawczych. Pamiętajmy, że przed błędami wychowawczymi uchronić się nie da, lecz wyciągajmy z nich odpowiednie wnioski na przyszłość. Jeśli sytuacja nas przerasta - zwróćmy się o pomoc do kierownictwa kolonii.
|